<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2014-03-03 Montevideo -> Colonia de Sacramento -> Buenos Aires

Rano taksówką jedziemy na dworzec, bo o 7:45 jedziemy już autobusem do Colonia de Sacramento. Punktualnie 2 h 45 min. później przyjeżdżamy do miasteczka, które słynie z zabytkowej, kolonialnej zabudowy i jest wpisane na listę UNESCO. Zostawiamy nasze bagaże w przechowalni na dworcu autobusowym i idziemy do głównej, zabytkowej bramy wiodącej do centrum starego miasta - Porton de Campo. Tu widzimy fragmenty muru, który niegdyś otaczał miasto. Idziemy urokliwą uliczką Suspiros do głównego placu a następnie do latarni morskiej. Wchodzimy na sama górę, skąd rozpościera się widok na miasteczko.



Zdjęcia z Colonii de Sacramento.


Kupujemy bilety na wszystkie muzea w miasteczku w Museo Municipal. Dziwimy się, że jest jeden wstęp i to w dodatku niedrogi do wszystkich muzeów, ale jak się później okazuje te muzea są bardzo malutkie a niektóre z nich nie zawierają nic ciekawego. Odwiedzamy po kolei wszystkie, przy okazji szwendając się po starym mieście. Z wszystkich muzeów najwięcej do zaoferowania zwiedzającym maja Museo Municipal, Museo Portuques i Casa Nacarello. Idziemy także do kościoła Martiz i do starego portu, gdzie dziś jest małe molo i stoją dość ładne jachty. Zwiedzenie całego starego miasta zajęło nam ok. 3 godziny. Postanawiamy więc wymienić więcej pieniędzy i pójść na obiad (parilla dla 2) i lody. Później się rozpogadza niebo więc idziemy się jeszcze raz przejść po mieście.



Colonia de Sacramento oraz prom do Buenos Aires


O 16:30 odbieramy bagaże z dworca i idziemy do portu, skąd o 18 odpływa nasz prom do Buenos Aires. Cieszymy się, że zdecydowaliśmy się płynąć jeszcze tego samego dnia. Wydaje się nam, że nawet jednodniowa wycieczka z Buenos w 2 strony byłaby wystarczająca na zwiedzenie Colonii. W porcie odbywa się jednocześnie kontrola graniczna argentyńska i urugwajska. Katamaran płynie szybko, w godzinę dopływa do Buenos. Podróż jest trochę mecząca, bo statkiem buja, ale nie jest też bardzo uciążliwa. Na miejscu próbujemy znaleźć jakiś tani transport. Okazuje się, że nie dopłynęliśmy tam, gdzie mieliśmy zaznaczony port na mapce, ale do dzielnicy La Boca. Z głównej ulicy jedziemy na gapę autobusem 29 prawie pod sam obelisk. Aby kupić bilet w autobusie, trzeba mieć monety. My nie mieliśmy. Nie mieliśmy też karty, z której kierowca pobiera opłatę. Na szczęście udało nam się dojechać bez problemów. Znajdujemy hostel Obelisk Suites, meldujemy się i idziemy wymienić pieniądze na Av. Florida. Wymieniających jest sporo, ale nie oferują zbyt dobrego kursu, tłumacząc się karnawałem i wieczorną porą. Wymieniamy tylko 100 dolarów, żeby móc zapłacić za noclegi w hostelu. Jemy pierwszą naprawdę dobrą (nie drożdżową) pizzę w Argentynie i idziemy spać.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>