<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2014-02-04 Bariloche -> Ruta de los siete lagos

Zgodnie z ustaleniami z poprzedniego dnia punktualnie o 9 stawiliśmy się w biurze Hertz. Niestety tak się obsługa grzebała, że wyjechaliśmy dobrze po 9:30 z Bariloche. Naszym celem była krajobrazowa droga wzdłuż siedmiu jezior (Machónico, Escondido, Correntoso, Espejo, Lácar, Falkner, Villarino) aż do San Martin de los Andes. Samochód mieliśmy oddać o 20, więc czasu na leniuchowanie nie było, bo to sporo kilometrów do pokonania (ponad 300 w dwie strony), wiele atrakcji po drodze do zobaczenia i do tego momentami brakuje na tej drodze asfaltu, choć wydaje się, że za kilka lat cała droga powinna być już wyasfaltowana.



Zdjęcia z Ruta de los siete lagos


Pierwszy większy przystanek zrobiliśmy w miasteczku Villa la Angostura. Tu zjechaliśmy aż nad wybrzeże, gdzie są dwa urocze porty z molo. Stąd też odpływają statki do Parku Narodowego Arrayanes. My niestety nie mieliśmy czasu i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Po drodze jest wiele punktów widokowych, plaż, pól namiotowych, na których można się zatrzymać, odpocząć, zjeść lunch. Nam szczególnie spodobał się punkt widokowy, z którego było widać mały cypelek na jeziorze z zaciszną, maleńką plażą. Idealne miejsce na relaks. Poza tym po drodze ogląda się także wodospady (niezbyt imponujące) oraz rzeki.



Ruta de los siete lagos oraz sklep z czekoladkami w Bariloche


Z całej wyprawy najlepiej jednak podobała mi się sama miejscowość San Martin de los Andes. Widać, że to turystyczna mekka, ale jednocześnie bardzo przyjemna. Może dlatego, że jest o wiele mniejsza od Bariloche, ma spokojną plażę. Przeszliśmy się główną ulicą miasta, które ma ciekawą (trochę góralską zabudowę) i zjedliśmy obiad w restauracji przy plaży (obowiązkowo różowy pstrąg, który jest tu specjalnością). Zbliżała się już prawie 17, gdy wyruszyliśmy w drogę powrotną. Pierwotnie chcieliśmy wracać inną drogą, żeby zobaczyć jeszcze jedno jezioro, ale zaczęło padać i zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Poza tym okazało się, że ledwo starczyło nam czasu, żeby do 20 oddać samochód. Cieszyliśmy się, że rano udało nam się zwiedzić tak dużo, bo w deszczu nie chciałoby się nam nawet wysiadać. Po oddaniu samochodu postanowiliśmy sprawdzić jak smakują słynne czekoladki z Bariloche. Zrobiliśmy prawdziwe tournée przez Mamushka, Abuela Goye i Del Turista. Z tych wszystkich najlepsze wyroby naszym zdaniem ma ta pierwsza firma. Dzień zakończyliśmy lodami w Helados Jauja, najlepszej lodziarni w mieście.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>