<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2014-01-06 Południowa Georgia: Elsehul Harbour i Rosita Harbour

Około 7:00 przez głośniki rozlega się głos Jima, który wita nas w Południowej Georgii i zaprasza na śniadanie. Po porannej toalecie wychodzimy na zewnętrzny pokład trochę się rozejrzeć. Jesteśmy w zatoce Elsehul, otoczeni wysokimi kamiennymi górami i klifami. Słyszymy odgłosy fok odbijające się echem od klifów. Pogoda jest brzydka, jest tylko 4°C, słońce schowało się za chmurami i pada lekki deszcz. Jak się dowiadujemy, ta strona wyspy ma klimat bardziej mokry, wietrzny i pochmurny niż reszta Południowej Georgii. Po śniadaniu wyruszamy zodiakami na rejs. Tym razem nie będziemy lądować na brzegu. Będziemy pływali wzdłuż linii brzegowej obserwując zwierzęta. Każdy zodiak płynie w inną stronę, żeby nie robić tłoku. My na początku podpływamy do kolonii pingwinów złotoczubych (Macaroni penguin), stojących na stromych skałach. Następnie płyniemy oglądać uszatki leżące na skałach. Najładniejsze i najśmieszniejsze są młode, malutkie uszatki, które kręcą się w pobliżu swoich matek.



Wieloryb biskajski południowy i słonie morskie południowe


Nasz sternik dostaje przez krótkofalówkę informację, że w pobliżu naszego statku zauważono wieloryba. Wszystkie zodiaki wracają w stronę statku i wyłączają silniki. Czekamy i obserwujemy, gdzie wynurzy się wieloryb. Nagle naszym oczom ukazuje się głowa wieloryba pokryta modzelami i skorupiakami. Nie wygląda on zbyt ładnie, ale przez ten narośla łatwiej go rozpoznać. Jest to rzadko spotykany wieloryb biskajski południowy. Wieloryb jest otoczony zodiakami, przez co zmienia kierunek i płynie prosto na nas. Wynurza się tuż obok naszego zodiaka, ochlapuje wszystkich fontanną wody wypuszczonej z nozdrzy i znika pod wodą. Gdyby wynurzył się kilka metrów bliżej wszyscy bylibyśmy w lodowatej wodzie. Czekamy jeszcze kilka minut, ale już go nie widać. Po tej niespodziewanej przygodzie wznawiamy nasz rejs zodiakiem. Płyniemy w kierunku plaży na której znajdują się sąsiadujące kolonie pingwinów królewskich oraz uszatek. Zwierząt są setki i nie zwracają uwagi na naszą obecność. Gdy odpływamy, okazuje się że za nami płyną dziesiątki uszatek. Zwalniamy i przyglądamy się jak otaczające nas uszatki pływają i nurkują. Na kolejnej plaży wygrzewają się w słońcu ogromne słonie morskie południowe (southern elephant seal), których waga może dochodzić do 3 ton. Leżą sobie spokojnie jeden koło drugiego nie interesując się spacerującymi pingwinami oraz ruchliwymi uchatkami. W Elsehul znajdują się także kolonie trzech rodzajów albatrosów: black-browed albatross (czarnobrewego), grey-headed albatross i light-mantled albatross, do których nie da się dopłynąć. Podczas dzisiejszego rejsu widzieliśmy także wiele innych gatunków ptaków: petrelece olbrzymie (giant petrels), kormorany (blue-eyed shags), pochwodzioby (sheathbills), wydrzyki (brown skuas), warcabniki (cape petrels) i whalebirds.



Młode uszatki oraz pingwiny królewskie


Po godzinie 11:00 zodiaki zaczynają wracać na statek. Fale się zwiększyły i trudniej jest wysiąść z zodiaka. Jesteśmy przemarznięci przez niską temperaturę, zimny wiatr oraz siedzenie bez ruchu w zodiaku. Gdy wszyscy wrócili na statek i zodiaki zostały wciągnięte na pokład, statek wypływa z zatoki i płynie do Right Whale Bay, gdzie mamy mieć lądowanie po obiedzie. Po dopłynięciu do Right Whale Bay okazuje się, że panujące tam warunki atmosferyczne są trudne. Jeden zodiak zostaje wysłany, aby sprawdzić możliwość lądowania i okazuje się, że samo lądowanie na plaży nie jest problemem, ale dopłynięcie zodiakami jest ryzykowne z powodu zbyt mocnego wiatru. Jim decyduje się odwołać to lądowanie i wraz z załogą szuka dla nas innego miejsca. W tym samym czasie Pablo prowadzi wykład o Ernescie Shackletonie, sławnym podróżniku, odkrywcy i badaczu Antarktydy, którego życie związane jest także z Południową Georgią. Gdy statek dopływa do Rosita Harbour, opuszczany jest zodiak, który robi rozpoznanie terenu. Tym razem pogoda okazuje się łaskawsza i dostajemy zgodę na lądowanie. Żaden z naszych przewodników jeszcze tu nie lądował, więc będzie to nowe doświadczenie dla wszystkich. Lądowanie przebiega bezproblemowo. Pogoda jest kiepska, lekko prószy śnieg. Wzdłuż plaży leżą setki uszatek, które muszą się trochę przesunąć, żeby zrobić nam miejsce. Troszkę głębiej płynie strumień z wodą z topniejącego lodowca, w którym stoi grupa pingwinów królewskich. Kierujemy się w stronę pobliskiego wzgórza. Co kilka metrów leżą uszatki, dlatego próbujemy je omijać idąc slalomem. Niektóre z nich nie są zadowolone z naszej wizyty i nas atakują. Przewodnicy nam powiedzieli, że należy wtedy krzyknąć „stop” i tupnąć na nie nogą. Rzeczywiście zadziałało, podbiegająca do nas uszatka zatrzymuje się w miejscu i patrzy na nas. Musimy ją przestraszyć, żeby uciekła, bo inaczej może się poczuć zbyt pewnie i nas ugryźć. Śnieg przestaje padać, niebo się przejaśnia i widzimy ładny zachód słońca. Na wzgórzu odnajdujemy białą uszatkę śpiącą w trawie. Następnie podziwiamy widoki i schodzimy krótszą drogą na plażę. Po drodze widzimy petrelca olbrzymiego (giant petrel), który pożera zmarłą uszatkę odrywając kawałki mięsa.



Atakująca uszatka oraz petrelec olbrzymi pożerający zmarłą uszatkę


Wracamy na statek. Po kolacji mamy spotkanie, na którym Jim przedstawia nam plany na jutro. Będziemy mieli możliwość odbycia wędrówki po ostatnich 5.5 km trasy, którą przebył Ernest Shackleton wraz z towarzyszami do wielorybniczej przystani Stromness. Około 23:00 cumujemy w Fortuna Bay, skąd jutro rozpoczniemy naszą wędrówkę.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>