<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2011-12-17 Livingstone -> Victoria Falls -> Livingstone (17928 km)

Cały dzień spędziliśmy nad wodospadami Wiktorii po stronie zambijskiej. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko uda nam się nad nie wrócić (byliśmy tu 6 lat wcześniej, ale jedynie po stronie Zimbabwe). Wszyscy uważają, że wodospady od strony Zimbabwe są lepsze, jednak teraz z doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli tylko możecie, to odwiedźcie obydwie strony.



Zdjęcia z punktów widokowych nad wodospadami Wiktorii.


Po stronie Zimbabwe owszem można obejrzeć dłuższy kawałek wodospadów niż po stronie Zambii, ale po stronie Zambii też są piękne widoki, częściowo z innej nieco perspektywy. Dodatkowo od sierpnia do połowy stycznia można, przechodząc wpław przez rzekę, wejść nad samą krawędź wodospadu, a nawet kąpać się tam. Na tą ostatnią możliwość nie byliśmy przygotowani (ja byłam w spódnicy), ale się odważyliśmy i nie żałujemy, choć perspektywa tego, co może się tam wydarzyć jest przerażająca. W każdym razie każdy kto się odważy będzie miał pełną emocji wyprawę – myślę, że to większa i pełna adrenaliny przygoda niż rafting, czy inne atrakcje oferowane w okolicach wodospadu. Jedno jednak trzeba zaznaczyć – na chodzenie po wodospadach lepiej nie wybierać się samemu. Polecamy wziąć przewodnika, który wie, którędy iść i zawsze pewnie podtrzyma nas, gdy się zachwiejemy pchani nurtem rzeki.



Krawedź nad wodospadami Wiktorii oraz droga do niej.


W porze obiadowej poszliśmy do hotelu Sun International znajdującego się na terenie wodospadów. To ekskluzywny hotel, ale obiady oferuje w bardzo przyzwoitych jak na Zambię cenach, a do tego obsługa jest pierwszorzędna i schabowy wyśmienity – polecamy.



Wodospady Wiktorii, widok z przeciwległego brzegu.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>