<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2011-12-14 Mfuwe (16706 km)

To już ostatni dzień w Mfuwe. Dziś nie pojechaliśmy już na safari (i tak cztery safari kosztowały nas majątek), ale czekaliśmy na możliwość załapania się na tani lot do Lusaki w ramach stand-by ticket, który można kupić dopiero na trzy godziny przed odlotem samolotu. Później czeka się na potwierdzenie, że w samolocie będą miejsca dla nas. Na ten dzień były jeszcze cztery wolne miejsca, więc była spora szansa, że polecimy. Te bilety są znacznie tańsze (63 USD zamiast 250 USD), więc kto wie o takiej możliwości, to próbuje je kupić, szczególnie, że minibus do Chipaty jedzie tylko w środku nocy i nie wiadomo, co później z sobą zrobić. Niestety, kiedy przyjechaliśmy na lotnisko okazało się, że wbrew zasadom trzech Hindusów kupiło bilety przed godziną, kiedy można to było robić. Córka właścicieli Marula Lodge próbowała się jeszcze wykłócić o miejsca dla nas przed nimi, ale niestety nic to nie dało. Afryka! Zasady zasadami, ale zawsze się znajdzie ktoś, kto ich nie przestrzega. Zawiedzeni wróciliśmy do Marula Lodge i dogadaliśmy się z Mattem ze Stanów, którego tam poznaliśmy, że nas rano podwiezie swoim samochodem do Chipaty. Popołudnie spędziliśmy przy basenie i nad rzeką, oglądając krokodyle i hipopotamy.



Samolot linii lotniczych Proflight, którym nie dane było nam lecieć.



<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>