<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2011-11-25 Nampula -> Mozambique Island (14130 km)

Postanowiliśmy nie nastawiać budzika i wyruszyć do Ilha de Mocambique nieco później, ponieważ przez dwie poprzednie noce wstawaliśmy o nieludzkich godzinach. Niestety tuż przed 6:00 do naszych drzwi zapukał recepcjonista z drugim jegomościem oznajmiając nam, że musimy się przenieść do innego pokoju, bo ten pokój jest zarezerwowany dla kogoś innego. Nie, to nie był sen. Oczywiście odprawiłam ich mówiąc, że zapłaciliśmy za ten pokój do 10 i żeby dali temu komuś tamten drugi pokój. Niestety po takiej pobudce nie udało nam się już zasnąć. Na Ilha de Mocambique dojechaliśmy minibusem. Przed samą wyspą musieliśmy zmienić minibus, bo nasz nie mógł dalej jechać, ale drugi minibus był już wliczony w cenę przejazdu z Nampuli. Zdecydowaliśmy się zostać w nastrojowym Patio dos Quintalinhos, prowadzonym przez Włocha.



Dzieci oraz pałac na Ilha de Mocambique.


Po południu poszliśmy zwiedzać całe miasto. W dwie, trzy godzinki spokojnie można obejść całą starą, północną część wyspy. Miasteczko wydało nam się bardzo podobne do Stone Town na Zanzibarze, może nieco bardziej sennego i spokojnego, ale o podobnym klimacie. Większość portugalskich zabytkowych zabudowań niestety jest w opłakanym stanie, choć widać, że przy pomocy UNESCO niektóre kamienice i place są odnawiane. Sam fort podobny był natomiast do fortów hiszpańskich, które można zwiedzić choćby na Kubie czy w Cartahenie w Kolumbii. Przepyszną kolację zjedliśmy w Bar Flor de Rosa (gnocchi z kremem krabowym jest naprawdę godne polecenia), gdzie można posiedzieć na tarasie zrobionym na dachu budynku.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>