<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2010-11-10 Jalgaon -> Mumbai

Wstaliśmy na pierwszy poranny pociąg do Mumbaju (Bombaju) i kupiliśmy bilety w klasie 2S (jedyne dostępne). Wagony znów były przepełnione, więc zgodnie z radą właściciela hotelu poszliśmy do klasy sleeper, gdzie większość ludzi w dzień siedzi na dolnych łóżkach. Znaleźliśmy miejsce na plecaki a kilka osób udostępniło nam miejsce. Z pobieżnych obserwacji wynikało, że na każde 6 miejsc przypadało około 8 osób, więc dużo ludzi podróżowało tak jak my. Kilka godzin później przechodził konduktor, ale nawet nie sprawdzał biletów, pomimo widocznego nadmiaru pasażerów.

Przed 16:00 przyjechaliśmy do Mumbaju. Już wczoraj próbowaliśmy kupić bilety z Mumbaju na Goa przez internet, ale znowu wszystko było zajęte. Dlatego postanowiliśmy spróbować kupić miejsca z puli dla obcokrajowców (tourist quota), co można zrobić w większych miastach, jakim także jest Mumbai. Poszliśmy do okienka 52, przed którym spędziliśmy około godzinę, ponieważ przed nami było około sześć grup turystów. Okazało się jednak, że pula biletów dla obcokrajowców na interesujący nas termin także jest wyczerpana. Nie chcieliśmy zostawać w Mumbaju kolejnego dnia, więc postanowiliśmy jechać autobusem nocnym.



Mumbaj: Ozdobne dorożki oraz Gateway of India


Z dworca kolejowego pojechaliśmy do dzielnicy Colaba, gdzie znaleźliśmy tani nocleg. Następnie poszliśmy szukać restauracji. Zdziwiliśmy się, bo na głównej ulicy od razu znalazły się dwie restauracje, gdzie robili kebaby z mięsa drobiowego. Były to nasze pierwsze kebaby w Indiach. Cały Mumbai okazał się zupełnie inny od reszty indyjskich miast. Tyle drogich sklepów znanych marek nie widzieliśmy od Europy. Nawet żebracy byli dobrze ubrani, tak że wcale na żebraków nie wyglądali. Jedynym wielkim minusem Mumbaju jest wysoka temperatura spowodowana zanieczyszczeniem powietrza. Chyba nigdzie w Indiach wieczorem nie było tak gorąco.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>