<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2010-11-04 Jodhpur -> Jaisalmer

Wcześnie rano jedziemy pociągiem do Jaisalmer, gdzie przyjeżdżamy około południa. Przed dworcem naszym oczom ukazują się dziesiątki kartek z nazwiskami turystów, którzy wcześniej zarezerwowali sobie nocleg. Następnie turyści odjeżdżają samochodami podstawionymi przez ich hotele. Widzimy takie coś pierwszy raz w Indiach. W Jaisalmer znajdujemy jeden z najtańszych noclegów w Indiach, ponieważ właściciele hoteli mają nadzieję na większy zarobek z pośrednictwa w zorganizowaniu camel safari. Popołudnie spędzamy na wyborze camel safari. Po wysłuchaniu programów dwu i trzydniowych safari decydujemy się na półdniowe safari. Safari zaczyna się tego samego dnia o 15:00, więc do tego czasu mamy tylko czas zjeść obiad i pójść na internet.



Zdjęcia z Sam Sand Dunes.


O 15:00 mieliśmy wyjechać samochodem terenowym na pustynie, ale kierowca spóźnia się o 40 minut. Nic się nie stało, nawet nie przeprasza, jesteśmy w Indiach. Wyjeżdżamy samochodem w dziewięć osób plus kierowca. Po drodze mamy dwudziestominutowy postój, gdzie możemy zwiedzić świątynie dżinistów. Później dojeżdżamy 1 km od Sam Sand Dunes, gdzie przesiadamy się na wielbłąda. Przez kolejne pół godziny jedziemy na wielbłądzie wzdłuż asfaltowej drogi, którą przyjechaliśmy. Na każdym wielbłądzie jadą dwie osoby, ale siodło nie jest zbyt wygodne, bo z tyłu nie ma się czego trzymać. Przed zachodem słońca dojeżdżamy na wydmy (Sam Sand Dunes), gdzie razem z setkami osób (głównie Hindusi) czekamy na zachód słońca. Szukamy ciekawych ujęć i udaje nam się znaleźć samotnego wielbłąda na wydmie. Okazuje się, że został tam celowo ustawiony, do zrobienia zdjęć. Z całej wyprawy najfajniejsze były zdjęcia z tym wielbłądem, bo lepsze przejażdżki na wielbłądzie są w Tunezji czy Egipcie. Cieszymy się też, że nie wzięliśmy kilkudniowego safari, bo po pół godzinie jazdy boli nas tylnia część ciała.


Zachód słońca na Sam Sand Dunes oraz odpoczynek po ciężkim dniu pracy.


Wieczorem idziemy do włoskiej restauracji przy pierwszej bramie do fortu, z której jest doskonały widok na podświetlony fort. Po kolacji idziemy do fortu, który jest jednym z ostatnich zamieszkanych przez zwykłych ludzi. Oglądamy wąskie, nastrojowe uliczki, które trochę przypominają średniowieczne śródziemnomorskie miasteczka.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>