<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


2006-07-13, czwartek, Potosi->Oruro (km 5760)

Potosi jest miastem położonym na zboczu góry. Leży na wysokości 4090 m.n.p.m., przez co jest najwyższym miastem na świecie swoich rozmiarów. W XVI wieku było to największe miasto na świecie. Obok miasta znajduje się Cerro Rico (Bogata góra), w której znajdują się kopalnie srebra. Po śniadaniu, udajemy się na wycieczkę właśnie do jednej z kopalni. Najpierw przebieramy się w pełny strój górnika, czyli kask z lampą, górę, spodnie i gumowce. Następnie składamy się na prezenty na górników, ponieważ kopalnia jest czynna i wciąż pracują w niej ludzie. Nasz przewodnik jest byłym górnikiem. Przewodnik kupuje dla górników gazowane napoje i liście koki. Dostajemy także liście koki do żucia, co ma nam pomóc na chorobę wysokościową. Nie za bardzo nam to smakuje. Ja robię sobie zdjęcie z laską dynamitu, który można tu bardzo tanio kupić (1$). Kilka tygodni później, oglądając telewizję CNN w Wenezueli, słyszymy, że złapano na lotnisku Amerykanina, który leciał z Boliwii do USA i miał przy sobie dynamit. Tłumaczył się, że kupił go na prezent. My byśmy mu uwierzyli w wyjaśnienia, ale ciekawe, czy inni dali się przekonać.


Zdjęcia z kopalni.


W kopalni pracuje się jak 100 lat temu. Górnicy wiercą dziury w skałach, do których wsadzają dynamit. Po wybuchu skały trafiają do wózków, które ręcznie pchane, trafiają na zewnątrz kopalni. Tam skały są rozbijane na mniejsze. Poszukuje się wśród nich srebra. Oczywiście wszystko robi się ręcznie. Kilka godzin chodzimy po kopalni. Co jakiś czas musimy ustąpić miejsca górnikom, którzy pchają wózek. Po drabinach wchodzimy także na wyższe pokłady. Jest strasznie duszno, kurzy się a my pocimy się w tym grubym, brudnym ubraniu. Oglądamy nawet wiercenie dziury w skale i wsadzenie dynamitu, który po południu ma być wysadzony. Dużo trudniejsze niż wejście jest zejście z górnych pokładów. Nie ma żadnych zabezpieczeń i można sobie zrobić dużą krzywdę.

Jeżeli chodzi o górników to najmłodsi mają 12 lat, gdy zaczynają tu pracować. Sami widzieliśmy 15-letniego chłopca, który pracuje tu już 3 lata. Na wakacje dużo studentów dorabia pracując w kopalni. Górnicy są tu bardzo przesądni. W kopalni nic nie jedzą, piją tylko napoje i żują liście koki, bez których nie wytrzymaliby 10-12 godzin pracy. Boją się, że jedzenie w kopalni przyniosłoby im pecha. Tak samo jest z kobietami, które oprócz turystek nie mają wstępu do kopalni. Górnicy mają swojego kopalnianego bożka. Oglądamy specjalną „kapliczkę”, która jest miejscem kultu bożka. Podobno możemy sobie pomyśleć życzenie i ono się spełni. Nasz przewodnik żartując życzy sobie, żeby przyjeżdżało więcej Japończyków, bo są niscy i nie muszą uważać na głowę w kopalni. Dla nas ich bożek wygląda jak diabeł. Ciekawe, bo Boliwia to mocno katolicki kraj, ale widocznie nie wszystkie pogańskie wierzenia ustąpiły. Opuszczając kopalnie, na ścianach wejściowych oglądamy ślady po lamiej krwi, która została tam po jakimś obrzędzie.


Zdjęcie z centrum Potosi i Casa de Moneda.


Po 13:00 jesteśmy już przebrani, w centrum Potosi. Niedawno zaczęła się sjesta i wszystko jest zamknięte. Chodzimy z naszym książkowym przewodnikiem po mieście, szukając kolonialnych domów. Następnie jemy obiad i idziemy do Casa de Moneda, czyli mennicy. W czasach kolonialnych w Ameryce Łacińskiej były tylko 3 mennice: w Meksyku, Limie i Potosi. Obecnie Casa de Moneda to muzeum sztuki, minerałów. Tylko część kolekcji stanowią monety i maszyny służące do wyrobu monet. Zwiedzanie całości zajęło na 90 minut z przewodnikiem (po hiszpańsku). Następnie zaczęliśmy zwiedzać pobliskie kościoły, ale prawie wszystkie były zamknięte. Potosi, jak na miasto wpisane na listę UNESCO, trochę nas rozczarowało. Wczoraj i dzisiaj zwiedziliśmy także wszystkie znane restauracje w Potosi. Został nam tylko Chaplin, w którym mają być „najlepsze tucumanos w mieście”. Nie udaje nam się tego sprawdzić, bo tucumanos podają tylko rano. Tucumanos to jakieś ciastko lub naleśnik, które pewnie przybyło z Tucuman w Argentynie. O 20:45 wyjeżdżamy autobusem do Oruro.

<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>