<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


20.08.2005, sobota, Bulawayo->Victoria Falls (km 6000)

Z samego rana jedziemy na dworzec autobusowy. W przewodniku dworzec był blisko, ale został przeniesiony i trzeba było dojechać tam miejskim minibusem. Dobrze, że mamy ze sobą przewodnika, bo ciężko byłoby trafić. Od 7:30 czekamy na autobus do Victoria Falls (granica z Zambią). Od naszego przewodnika dowiadujemy się, że kiedyś był kierowcą autobusu, który jeździł z turystami do parków narodowych. Teraz w Zimbabwe jest bardzo mało turystów. Poza tym duża część zwierząt została zabita dla ziemi lub dla mięsa. Przewodnik mówi także, żeby uważać na złodziei, ponieważ większość ludzi jest tu bezrobotna. Nasz przewodnik dostaje tylko 0,5$ (+koszty minibusa) za 3-4 godziny spędzone z nami. Zastanawiamy się, czy nie dać mu więcej, ale boimy się, że zabraknie nam pieniędzy na bilet do Vic Falls. O 9:30 wyjeżdżamy z Bulawayo a o 17:30 jesteśmy w Vic Falls. Po drodze zrobiliśmy zakupy po miejscowemu, czyli przez okno autobusu kupiliśmy mandarynki i pomarańcze. Vic Falls to typowo turystyczne miasto. Jest tu bardzo dużo białych turystów, dużo naganiaczy, można tu zjeść nawet pizzę. Ceny też są odpowiednio wyższe. W hostelu zauważamy polskie nazwiska. Dwa dni przed nami było tu dwóch Polaków. Zawsze miło zobaczyć jakiś polski akcent.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>