<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>


03.08.2005, środa, Cape Town

Rozpoczyna się nasz pierwszy dzień w Afryce. Nie musimy przestawiać zegarków (także biologicznych), ponieważ czas jest dokładnie ten sam co w Polsce. Wymieniamy na lotnisku trochę pieniędzy i szukamy transportu do centrum. Okazuje się, że najtańszy jest shuttle (minibus), który kosztuje równowartość 9$ od osoby. Targujemy się do 6$/os. ale i tak uważamy, że to za dużo. Wychodzimy przed lotnisko i próbujemy złapać stopa. Zatrzymuje się Rick, biały obywatel RPA, który oferuje, że nas podwiezie do centrum za darmo. Jedziemy jego 30-letnim, rozklekotanym samochodem, który nie ma lusterek. Rick ostrzega nas, że jeżdżenie autostopem w RPA jest niebezpieczne. W RPA ruch jest lewostronny (i będzie tak aż do Kenii, dopiero w Etiopii jest inaczej), ale po Tajlandii i Malezji to dla nas normalka. W centrum Cape Town (Long Street, gdzie jest dużo interesujących, kolonialnych domów) szukamy noclegu. Okazuje się, że najtańszy nocleg kosztuje około 10$/os. (w dormie - dużym, wspólnym pokoju). Na internecie i w przewodniku ceny były dwa razy niższe, więc nie jesteśmy zadowoleni. Dostajemy także darmowy przewodnik po hotelach w RPA "Coast to coast" (C2C). Później okaże się, że w całym RPA będziemy płacili nie mniej niż 10$/os. za nocleg a to tylko dzięki przewodnikowi C2C. Jednak wszystkie hostele dla turystów z plecakami mają kuchnie, z której można korzystać. Dzięki temu zaoszczędzimy na jedzeniu, bo będziemy sobie sami robić jedzenie.



Na pierwszym zdjęciu kolonialna zabudowa Kapsztadu. Na drugim Góra Stołowa.


Tego samego dnia postanawiamy jeszcze wejść na Górę Stołową (Table Mountain), z której rozciąga się panorama na całe miasto. Idziemy na pieszo spod hotelu. Na górę można wejść asfaltową drogą, która jest jednak dosyć stroma. Dochodzimy pod Górę Stołową, do miejsca, w którym widać przed nami panoramę miasta a za nami jest Góra Stołowa. Słońce już zachodzi, więc musimy wracać. W słońcu jest tu około 20 stopni, ale po zachodzie (lub nawet w cieniu) temperatura jest dużo niższa (może spaść do kilku stopni). W Polsce nie ma nigdy takiej dużej różnicy temperatur między dniem a nocą. Wiemy już dlaczego ludzie chodzą tu w kożuchach i rękawiczkach. W końcu jest tu zima. Pomimo tego, że mamy grube rzeczy marzniemy wieczorem.


<< Poprzednia strona | Strona główna | Następna strona >>