[<< poprzednia strona] [strona główna] [następna strona >>]


14.09.2004 Kanchanaburi-Phuket

Wstajemy o 4:50, bo o 6:02 wybieramy się pociągiem do Nam Tok. Pociąg jedzie tą trasę przez 2.5h (bilet 17B), dwa razy dłużej niż autobus. Okazuje, że jak na Kolej Śmierci to trasa jest prawie zupełnie prosta, mijamy tylko jeden most, gdzie po lewej stronie jest przepaść a po prawej są skały. Prawdziwe odcinki Kolei Śmierci, tam gdzie zginęły tysiące jeńców amerykańskich i australijskich, zaczyna się za Nam Tok. Jednak obecnie pociąg tam nie jeździ, bo podobno było to nieopłacalne. Najciekawszy jest więc dla nas sam pociąg, z twardymi, drewnianymi siedzeniami i ciekawie otwieranymi oknami oraz zwykli ludzie i uczniowie, którzy podróżowali z nami pociągiem. Około 8:30 dojeżdżamy do Nam Tok, skąd jedziemy współdzielonym pick-up’em do wodospadu Saiyoke Noi. Wodospad jest bardzo ładny (jeden z ładniejszych w okolicy), aż dziwne, że leży kilkadziesiąt metrów od drogi numer 323. Następnie łapiemy (trzeba stać na drodze i machać :) autobus numer 8203, który jedzie z Kanchanaburi a nas zabiera do Przełęczy Ognia Piekielnego (15B/os., trzeba poprosić o zatrzymanie się przy Hellfire Pass). Najpierw zwiedzamy całkiem ciekawe, darmowe muzeum. Później kilkusetmetrowy tunel, wydrążony w skale, przez który w latach 1943-45 przejeżdżały pociągi i przy budowie którego zginęło tysiące jeńców. Szkoda tylko, że nie ma już torów. Został tylko kilkumetrowy odcinek-pomnik. Około 11:00 wracamy na szosę numer 323 i zatrzymujemy autobus do Kanchanaburi (bilet 35B). Zastanawialiśmy się nad pojechaniem nad wodospad Erawan, ale z Kanchanaburi jedzie się tam 1.5h a my o 15:30 jedziemy oglądać tygrysy. Wycieczka kosztowała nas 72B/os., podczas gdy taka sama wycieczka z biura kosztowała 380B. Z drugiej strony za 550B mogliśmy zobaczyć w jeden dzień to samo i dodatkowo wodospad Erawan, na co nam zabrakło czasu, ale nie zależało nam aż tak bardzo, żeby zobaczyć ten wodospad. W Hellfire Pass byliśmy jedynymi turystami podróżującymi samodzielnie a było tam kilka mini-busów z turstami. Jednak my uważamy, że podróżowanie z przewodnikiem nie ma takiego klimatu jak podróżowanie samemu.



Kolej Śmierci i Przełęcz Ognia Piekielnego.


Po dotarciu do Kanchanaburi mamy dużo wolnego czasu, dlatego idziemy na pizzę (100B). Próbujemy też dotrzeć do ciekawej świątyni, którą wypatrzyliśmy oglądając widokówki, ale leży ona po drugiej stronie rzeki i jest tam dość daleko na pieszo. Gdy pytamy się ile kosztuje tam dojazd pick-up’em, najtańsza oferta jaką otrzymujemy to 200B (w dwie strony), więc rezygnujemy i udajemy się do hotelu. Mini-busik przyjeżdża trochę za wcześnie, bo o 15:15. Po zabraniu innych turystów, jedziemy 40 km do Tiger Temple, znowu drogą numer 323, gdzie już dzisiaj przejeżdżaliśmy autobusem. Gdybyśmy wiedzieli, gdzie to jest, moglibyśmy przyjechać tu sami, jednak moglibyśmy mieć problem z powrotem, bo ostatni autobus 8203 do Kanchanaburi przejeżdża tędy około godziny 17:00 a Tiger Temple leży jeszcze dwa kilometry od głównej drogi. Aby wejść do Tiger Temple musimy złożyć obowiązkowy datek, nie mniejszy niż 150B :), na projekt przystosowywania nowo urodzonych tygrysów do życia w naturze. Wchodzimy przez bramę do rezerwatu i idziemy do skalistej dolinki, gdzie czekają na nas cztery tygrysy i dwa razy więcej osób z obsługi. Ludzie po kolei, w ciszy, podchodzą do tygrysów, zrobić z nimi zdjęcia. Tygrysy zajęte są jedzeniem lub gryzieniem buta. Zdjęcia z tygrysami robi obsługa, żeby tygrysy nie widziały turystów oko w oko. Jeden z tygrysów leży bardzo blisko ludzi, tarza się w piasku. Widocznie jest najmniej groźny a pilnuje go tylko jedna osoba. Zdjęcia wychodzą super a bez nich, nikt by nam nie uwierzył. Następnie idziemy do miejsca, gdzie znajduje się pięć tygrysów za kratami, tak jak w zoo. Dużo ciekawsze są dwa małe tygryski, które bawią się razem w jednej z klatek. Około 17:00 opuszczamy Tiger Temple a już o 17:50 jedziemy autobusem (bilet 62B) do Bangkoku. Dojeżdżamy tam o 20:10 i okazuje się, że ostatni autobus do Krabi odjechał 10 minut wcześniej a następny jest jutro rano. Decydujemy się pojechać autobusem o 21:30 do Phuket, czyli blisko Krabi. Mieliśmy szczęście, bo autobus był prawie pusty, więc mogliśmy spać na kilku siedzeniach i całkiem dobrze się wyspaliśmy. Znowu na noc dostaliśmy koce. Zastanawiamy się po co dawać ludziom koce jak lepiej by było wyłączyć klimatyzację.



Zdjęcia z Tiger Temple.


[<< poprzednia strona] [strona główna] [następna strona >>]